Jak wdrożyć e-learning w weekend?

Bardzo dobrze. Teraz Marta tłumaczy zdanie

Marta wpisuje tłumaczenie w Google Sheets’ach

Bardzo dobrze, teraz następna osoba..

To scenka z jednej z Polskich szkół, która właśnie wdrożyła „e-learning”. Nauczyciel udostępnił uczniom formatkę ze zdaniami do przetłumaczenia i wydaje im polecenia..wpisując je w pustą komórkę. Uczniowie obserwują udostępniony szablon – czytają polecenia i je wykonują.

Koronawirus spowodował, że mnóstwo osób, organizacji i uczelni zainteresowało się e-learningiem. Wiele firm i ekspertów od edukacji online przeżywa teraz okres niesłychanej popularności. Wszyscy maja przed oczami Zhang Bangxin’a – założyciela serwisu TAL Education, który wzbogacił się przez ostatnie dwa miesiące o ponad 1.7 mld $ i wskoczył na 24 miejsce wśród najbogatszych obywateli swojego kraju, po tym jak Chińczycy zamknęli swoje szkoły.

Powinniśmy się cieszyć prawda? W końcu, będziemy mieli nowych klientów, nowe kontakty, a e-learning i narzędzia do komunikacji online nareszcie wyjdą z cienia. Nikt teraz nie mówi, że „tego szkolenia nie da się zrobić online”.

Tak, ale…

po początkowej euforii zacząłem się zastanawiać o długowafolowych efektach takiej „popularności”. Część z Was pewnie pamięta, jak kilkanaście lat temu pojawiły się dofinansowania z UE na różne działania rozwojowe, a wraz z nimi, jak grzyby po deszczu zaczęły się pojawiać pseudo firmy i eksperci e-learningowi. Narzędzia do produkcji e-szkoleń stały się proste w obsłudze, temat był nowy, nikt do końca nie wiedział na czym „ten” e-learning polega, poza tym, że podobno przynosi oszczędności i można za jego pomocą szybko przeszkolić dużą liczbę osób.

Jak się skończyło? Rynek został zalany gó..bardzo słabym contentem, który na długie lata popsuł wizerunek e-learningu w naszym kraju. Ludzie podchodzili do szkoleń online jak do przeglądów dentystycznych – robię bo muszę. Od tego czasu wiele się zmieniło na lepsze – pojawiło się wielu ekspertów, dostawców i narzędzi wspierających edukację online, zwiększyła się świadomość na rynku, pojawiło się bardzo wiele świetnych projektów i ciekawych konferencji.

Tak, ale..

mam wrażenie, że zaczynamy popełniać błędy przeszłości. Na wszystkich portalach społecznościowych, które obserwuje (na Insta rzadko zaglądam, TikToka jeszcze nie zbadałem:) obserwuje rosnącą listę postów, rekomendujących narzędzia, uczących jak z nich korzystać i w jaki sposób wdrożyć e-learning w organizacji „w weekend” (ktoś pamięta tą serię?;) Odpowiem od razu.

Nie da się!

E-learning to nie jest ciasto. Nie wystarczą składniki i piekarnik. Potrzebna jest osoba/firma z doświadczeniem, czas na analizę, wybór najlepszego rozwiązania, testy, wdrożenie, dostrojenie rozwiązania – to wszystko trwa, wymaga spotkań z wieloma osobami i dostawcami i wielu przygotowań.

E-learning to nie tylko narzędzia!

Jeżeli ktoś myśli, że kupi licencję na serwis webinarowy (albo skorzysta z darmowych wersji oferowanych teraz przez wielu dostawców) i zamieni trenerów/nauczycieli stacjonarnych w online’owych to jest w błędzie i zrobi krzywdę nie tylko swojemu klientowi, ale tez całemu rynkowi, bo uczestnicy tych „szkoleń” na końcu wystawią odpowiednią ocenę.

Dlatego..

Jeżeli jesteś dostawcą/ekspertem bądź odpowiedzialny i buduj świadomość. W perspektywie długofalowej takie działania się zwrócą.

Jeżeli jesteś klientem, zaufaj ekspertowi i zarezerwuj potrzebny czas na wdrożenie i przygotowania. Dzięki temu osiągniesz swój cel biznesowy.

Bądźmy odpowiedzialni i postępujmy jak profesjonaliści! Róbmy „dobry” e-learning, którego nie będziemy się wstydzić.

iwantyou

 

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s