Edukacja to nie gra!

Dzisiejszy mój wpis jest sponsorowany przez szereg wypowiedzi w sieci i telewizji specjalistów od multimediów na temat e-learningu:)

Serious games czyli gry które mają (a przynajmniej powinny mieć) poważny cel szkoleniowy są od paru lat na fali. Wszyscy o nich mówią i przewidują ich dominację w przyszłej edukacji, a niektórzy nawet je projektują i wdrażają osiągając bardzo dobre rezultaty.

Gdy spytamy się kogoś jaki powinno być e-szkolenie, w 90% przypadków usłyszymy "interaktywne". Gry więc wydają się więc idealnym rozwiązaniem. Dodatkowo wszyscy wychowaliśmy się w ich otoczeniu co powinno z nich czynić idealne środowisko do nauki – połączenie przyjemności z efektywnością.

Jest w tym sporo racji, ale…(Potężne ALE z technik NLP:)
Nie wszyscy twórcy gier edukacyjnych chyba zdają sobie sprawę, że nauka to nie gra. Przed konsolą często pędzimy przed siebie, nie interesując się tym co dzieje się wkoło – liczy się akcja! Jeżeli przełożymy to na e-szkolenie to dostaniemy "typowy" produkt, w którym każdy stara się jak najszybciej przeklikać wszystkie ekrany, aż do testu końcowego. Wartość edukacyjna? Zero! Wynik 100 (w końcu po paru podejściach:)

Projektując grę edukacyjną trzeba mieć chociaż nikłą wiedzę na temat kogniwistyki i projektowania elektronicznych materiałów szkoleniowych.

Najczęściej popełniane błędy gier edukacyjnych to:
– całkowite oderwanie od środowiska pracy osoby uczącej się, czyli np. uczymy handlowców w firmie IT sprzedaży za pomocą gry na farmie:)
– zbyt bogaty wirtualny świat – grafika, animacje, audio to wszystko jest przetwarzane przez nasze mózgi, które nie są w stanie już "wchłonąć" treści szklenia.
– wiele niezwiązanych z tematem szkolenia wątków i wizualizacji
– brak modułu wprowadzającego, który "buduje" podstawową wiedzę z danego tematu – często się zdarza, że instrukcja w grze tu tylko ekran z tekstem z podstawowymi informacjami, po którym rozpoczyna się prawdziwa akcja:) Tymczasem dobre wprowadzenie do tematu skutkuje odciążeniem pamięci krótkotrwałej w dalszej grze.
– brak demonstracji z prawidłowo wykonanym zadaniem – poznajemy cel i sposób, ale reszta jest w naszych rękach. Możemy najwyżej dostać punkty.
– złe wykorzystanie tekstu/audio – najbardziej efektywna metodą jest połączenie informacji wizualnej z audio (czyli np. ilustracja z opisem słownym). Element, którego dotyczy dana informacja powinien być albo jakoś zaznaczony graficznie albo w przypadku opisu tekstowego w bezpośrednim sąsiedztwie.

To tylko parę rzeczy, na które zwróciłem uwagę (nie gram za dużo:)

Trzeba także wziąć pod uwagę naszego odbiorcę – kim jest (wiek, pochodzenie, umiejętności komputerowe itp), jakie ma doświadczenie (praktykant, specjalista, menedżer), co go motywuje?

Osoba początkująca będzie potrzebowała, dłuższego wprowadzenia i materiałów pomagających zbudować w pamięci długotrwałej podstawowe schematy dotyczące danej tematyki. Bardzo łatwo ją rozproszyć. Zbyt duża ilość informacji, zadań, interakcji będzie wpływała negatywnie na transfer wiedzy, szczelnie wypełniając pamięć krótkotrwałą. Jedno z moich ulubionych przykładowych badań porównuje rezultaty nauki algebry i dowodzi, że przedstawienie uczniom po wprowadzeniu serii rozwiązanych przykładów przynosi lepsze rezultaty niż ich rozwiązanie (.. bo jest mniej obciążające).

Z drugiej strony – specjalista jest w stanie przyswajać większe ilości danych, a zbyt dokładne opisy zagadnień, będą zakłócały jego proces poznawczy. Tak więc ciężko jest znaleźć złoty środek.

Na koniec – żeby nie było wątpliwość. Jestem wielkim zwolennikiem gier w edukacji i w mojej firmie planujemy nasze pierwsze wdrożenie. Ich potencjał jest niesamowity – rywalizacja jest jednym z większych motywatorów znanych ludzkości. Muszą jednak zostać przygotowane przez osoby z doświadczeniem w edukacji bo w przeciwnym przypadku, zafundujemy naszym kursantom tylko dobrą rozrywkę:)

4 myśli na temat “Edukacja to nie gra!

  1. Wszystko zależy od tego, jak rozumiemy grę edukacyjną. Niestety, masz rację, że częstym problemem (i moim zdaniem najważniejszym grzechem twórców tzw. edutainmentu) jest oderwanie scenariusza gry od tematyki kursu. Często jest tak, że idzie się na łatwiznę i produkuje (spłaszczam i banalizuję, ale tylko trochę) po prostu „strzelankę” czy wyścigi samochodowe przerywane pytaniami multiple-choice z historii czy geografii. Natomiast jeśli stworzyć grę edukacyjną będącą jak najwierniejszą symulacją procesów, z którymi chcemy zapoznać naszych uczniów/słuchaczy/studentów, to już zupełnie inna sprawa. Niezłym przykładem takiej gry symulacyjnej może być np. (klasyka) „Lemonade Stand” w przypadku uczenia podstaw przedsiębiorczości.

    Gra edukacyjna niekoniecznie musi też oznaczać coś, co kojarzymy z grą komputerową. Grą edukacyjną może być dobrze zaprojektowany WebQuest, grą może być szkolenie oparte o narzędzia komunikacyjne lub VLE, podczas którego zespoły uczestników „tworzą” fikcyjne firmy i konkurują ze sobą, itp, itd.

    Polubienie

  2. Masz rację, że pojęcie gra edukacyjna jest bardzo szerokie (prawie jak e-learning:) Ostatnio w telewizji mówili o jakimś nowym projekcie dla uczniów – gra farmerska, która ma uczyć podstaw ekonomii i finansów. Niestety nie pamiętam nazwy.

    Polubienie

  3. Szansą dla gier może być kształtowanie określonego rodzaju kompetencji, których nie można często ukształtować w kursie z liniowo prezentowanymi treściami.
    Bolączką kursów jest to, że najłatwiej stworzyć kursy gdzie dawkujemy wiedzę, podajemy techniki i sprawdzamy ich opanowanie.
    W swoim czasie czytałem ciekawy tekst Kwaśnicy na temat kompetencji interpretacyjnych i realizacyjnych (piszę o nim tutaj: http://rapid-elearning.blogspot.com/2009/09/jakie-kompetencje-budujesz-i-rozwijasz.html)
    Warto, aby gra rozwijała kompetencje interpretacyjne.
    W tej sytuacji moim zdaniem wiedza i informacje niekoniecznie powinny być podawane na początku – mogą być dostarczane w trakcie gry podczas podejmowania decyzji.

    Polubienie

  4. Ciekawe. Nie jeszcze o takim podziale nie słyszałem. Z opisu na Twoim blogu wnioskuje, że kompetencje interpretacyjne powinny być kształcone raczej u specjalistów, menedżerów – osób kontrolujących swoje działania. Zazwyczaj (lepiej nie pisać, że zawsze:) są to ludzie z doświadczeniem, więc tak jak piszesz „pakiet informacji wstępnych” nie musi przynosić dodatkowych korzyści.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s